sobota, 25 kwietnia 2015

Lecznicza marihuana a odpowiedzialność karna



Legalizacja marihuany w Polsce to temat kontrowersyjny i wzbudzający wiele emocji. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii z 29 lipca 2005r. stanowi, iż zarówno import, produkcja, pośrednictwo w sprzedaży, jak i samo posiadanie marihuany jest nielegalne i stanowi przestępstwo.  

Polski ustawodawca wydaje się być restrykcyjny i nie wyróżnia celu medycznego jako okoliczności wyłączającej lub chociażby łagodzącej istniejące zakazy. W ustawie Prawo farmaceutyczne, ani w żadnym innym z przepisów prawa polskiego, marihuana nie jest wymieniona jako produkt leczniczy. Całkowicie wyklucza się więc możliwość wykorzystywania jej w celach zdrowotnych. To spotyka się zaś ze sprzeciwem osób chorych oraz ich opiekunów, dla których marihuana nie jest używką, a często jedynym dla nich środkiem leczniczym i łagodzącym ich ból.  Nawet używając marihuany jako leku, narażają się oni na odpowiedzialność karną i muszą liczyć się z konsekwencjami karnymi, grożącymi za nielegalne posiadanie marihuany.

Spora grupa  ludzi aktywnie działa na rzecz zmiany  przepisów prawnych w tej kwestii i apeluje do Ministra Zdrowia o legalizację marihuany na potrzeby medyczne. Powołują się oni na prawo do ochrony zdrowia wynikające z Konstytucji, stanowiącej, iż ,,każdy ma prawo do ochrony zdrowia”. Również Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu orzeczenia z 2014r. zdecydował o zasygnalizowaniu ustawodawcy konieczności dokonania zmian legislacyjnych w zakresie posiadania i używania marihuany wtedy,  gdy byłoby to uzasadnione względami medycznymi (SK 55/13).

Jednak de lege lata  rozdział 7 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii zawiera przepisy karne, na mocy których za samo posiadanie marihuany grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności (art. 62). Ustawa ta przewiduje zaostrzenie kary do lat 10 w przypadku posiadania znacznej ilości, jak również jej złagodzenie (kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku) w wypadkach mniejszej wagi. Nowelizacja z 2012r. wprowadziła także w art. 62a możliwość umorzenia postępowania przed wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia w przypadku spełnienia łącznie trzech przesłanek tj.:  przedmiotem czynu są środki odurzające lub substancje psychotropowe w ilości nieznacznej, przeznaczone są one na własny użytek, a także jeżeli orzeczenie wobec sprawcy kary byłoby niecelowe ze względu na okoliczności popełnienia czynu, a także stopień społecznej szkodliwości. Ustawodawca zrezygnował jednak ze zdefiniowania znacznej oraz nieznacznej ilości. Brak jest także jednolitego orzecznictwa w tej kwestii. Dlatego pojęcie to jest bardzo rozbieżnie interpretowane przez prokuratorów i sądy. Pomocne w tej kwestii mogą okazać się nowo powstałe wytyczne, zaproponowane prokuratorom przez naukowców. Nie są one jednak wiążące.

Dla osób, którzy w marihuanie leczniczej upatrują źródła poprawy stanu zdrowia, ważna jest czystość substancji. W kontekście rozważań na temat odpowiedzialności karnej posiadania marihuany (nawet dla celów medycznych), nie należy więc pominąć kwestii samej jej produkcji, która może wydawać się kusząca dla chorych. Pamiętać należy, iż bez względu na cel produkcji substancji, sam czyn ten jest karalny. Według art. 63 Ustawy przestępstwem zagrożonym karą do 3 lat pozbawienia wolności jest uprawa konopii wbrew przepisom ustawy. Dodatkowo, jeśli przedmiotem tego czynu jest uprawa mogąca dostarczyć znacznej ilości, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Co ważne, ustawodawca używa w tym przepisie określenia ,,kto”, a więc sprawcą tego przestępstwa może być każdy.

W obecnym stanie prawnym nawet osoby chore, którym zaleca się przyjmowanie marihuany leczniczej, muszą więc liczyć się z konsekwencjami prawnymi wynikającymi z jej nielegalnego posiadania.  Osoby te mają jednak możliwości legalnego wejścia w posiadanie marihuany leczniczej, które to omówione zostaną w kolejnym wpisie. 


Autorem wpisu jest Sandra Linek, studentka prawa na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. 

Marihuana jako lek - dostępność w Polsce



Wielu osobom marihuana kojarzy się z używką, stosowaną tylko w celu poprawy nastroju, oraz rozluźnienia. Z tą koncepcją nie zgodzi się jednak spora grupa osób chorych, którzy wykorzystują marihuanę do celów medycznych. Wskazują oni na pozytywne lecznicze działanie specyfiku potwierdzone licznymi badaniami w przypadkach takich jak m.in.: astmy (zwiększenie przepustowości dróg oddechowych), jaskry (obniżenie ciśnienia śródgałkowego), autoimmunologicznych chorób jelita grubego (w tym choroby Leśniowskiego-Crohna), raka, AIDS, stwardnienia rozsianego czy też lekoodpornej padaczki u dzieci.  Aktualnie jedynym legalnym, zarejestrowanym w Polsce od grudnia 2012r. lekiem produkowanym z konopi jest lek Sativex dostępny na receptę. Preparat ten jest niestety dostępny jedynie w wybranych aptekach, a cena terapii jest bardzo wysoka.

Pamiętać należy, iż w Polsce, wykorzystywanie marihuany do celów medycznych, nie jest przesłanką wykluczającą lub łagodzącą odpowiedzialność karną. Jednak nie oznacza to, że osoba chora nie ma żadnej możliwości legalnego stosowania marihuany medycznej w Polsce.

Art. 75 Konwencji z Schengen stanowi, iż ,,w odniesieniu do przemieszczania się podróżnych na terytoria Umawiających się Stron lub ich przemieszczania się w ramach powyższych terytoriów, osoby mogą przewozić środki odurzające i substancje psychotropowe, jakie są niezbędne dla ich leczenia medycznego, pod warunkiem że w przypadku kontroli okażą zaświadczenie wydane lub uwierzytelnione przez właściwe władze ich państwa pobytu”. Zapisy tej Konwencji do której Polska przystąpiła w 2007r.,  pozwalają osobom chorym na uzyskanie recepty na lek w dowolnym kraju należącym do Unii Europejskiej i podróżowanie z tym lekiem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, pod warunkiem posiadania wymaganej dokumentacji. Warto zwrócić także uwagę, iż właściwą władzą uprawnioną do wydania zaświadczenia lub jego uwierzytelnienia,  jest władza państwa pobytu. Niekonieczne jest tutaj więc posiadanie obywatelstwa danego państwa. 

Inną możliwością legalnego posiadania leku jest procedura importu docelowego,  polegająca na sprowadzeniu z zagranicy leków, które nie są dopuszczone do obrotu w Polsce, a są niezbędne dla ratowania życia lub zdrowia pacjenta. Podstawą prawną tej procedury jest Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie sprowadzania z zagranicy produktów leczniczych niezbędnych dla ratowania życia lub zdrowia pacjenta dopuszczonych do obrotu bez konieczności uzyskania pozwolenia. Na wstępie należy jednak zaznaczyć, iż ta droga legalnego wejścia w posiadanie marihuany do celów medycznych,  wiąże się z wieloma trudnościami oraz formalnościami. Ministerstwo zdrowia podało, iż w ostatnich latach (2012-2015)  wydało jedynie 13 zgód na import docelowy leków zawierających medyczną marihuanę, w tym część dotyczyło legalnego już obecnie leku Sativex.

Import docelowy stosowany jest w celu sprowadzenia leku z zagranicy dla konkretnego pacjenta. Zgodę na sprowadzenie z zagranicy takich leków wydaje każdorazowo Minister Zdrowia. Import realizowany jest na podstawie szczegółowych i zweryfikowanych zaleceń lekarza. Wniosek powinien być potwierdzony przez konsultanta wojewódzkiego lub krajowego z danej dziedziny, a następnie jest kierowany do akceptacji Ministra Zdrowia. Po wydaniu zezwolenia na sprowadzenie leku lekarz może wypisać receptę. Decyzja Ministra jest ważna przez 3 miesiące, a ilość objętego nią leku nie może przekraczać 3-miesięcznego zapotrzebowania danego pacjenta. Dany produkt leczniczy jest sprowadzany z kraju, w którym jest on dopuszczony do obrotu, ponadto w Polsce nie może być dopuszczony do obrotu jego odpowiednik. Ważnym jest też, iż nie można sprowadzać leków, dla których wydano decyzję o odmowie wydania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu, odmowie przedłużenia pozwolenia bądź decyzję o cofnięciu pozwolenia.

Istotny jest także fakt, iż  marihuana sprowadzana w ramach importu docelowego nie jest refundowana przez NFZ, a samym sprowadzeniem leku zajmuje się apteka i to ona określa czas oczekiwania. Cała procedura jest więc procesem stosunkowo żmudnym.

Legalne posiadanie i stosowanie marihuany w Polsce dla celów leczniczych jest więc możliwe. Niewątpliwie w gąszczu przepisów i nadmiarze procedur, wskazane wyżej możliwości legalnego wejścia w posiadanie marihuany medycznej, wydają się być trudne do osiągnięcia. Odstraszać mogą również długi czas oczekiwania, a także  konieczność poniesienia wysokich kosztów. Cały czas należy mieć jednak na uwadze odpowiedzialność karną, grożącą za nielegalne posiadanie marihuany. 


Autorem wpisu jest Sandra Linek, studentka prawa na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. 

środa, 22 kwietnia 2015

Groźba a ostrzeżenie


Często, podczas codziennego życia, spotykamy się z sytuacjami, w których mamy do czynienia z groźbami. Wystarczy przecież odwiedzić starsze dzielnice dużych miast albo wybrać się na mecz ulubionej drużyny piłkarskiej, żeby usłyszeć, że ktoś nam wyrwie nogi z tylnej części ciała albo utnie głowę.  Gdzie jednak leży cienka granica pomiędzy niewinnymi pogróżkami  a realną groźbą karalną?

Kodek karny w art. 190 § 1 stanowi, że „kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej , jeśli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadniona obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.” W powyższym przepisie „zaszyfrowano” kilka ważnych elementów, na które należy zwrócić uwagę.
Użyty na początku zaimek „kto” oznacza, że przestępstwo groźby jest przestępstwem powszechnym i może je popełnić właściwie każdy. Drugą, kluczową dla zrozumienia przepisu, częścią jest warunek „jeśli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona.”  Na jego podstawie można wywnioskować zasadę, że groźba jest karalna tylko wówczas, gdy istnieje realna szansa, że grożący może ją spełnić. 
Groźba ponadto nie musi dotyczyć bezpośrednio samego zagrożonego.  Łatwo można sobie przecież wyobrazić  sytuację, w której ktoś grożąc naszym najbliższym wywiera na nas o wiele większy nacisk, niż gdyby groził tylko nam.  I takie przypadki są jednak uregulowane w prawie; w  powyższym przepisie jest to zawarte w części „lub osobie najbliższej”.

W samym artykule nie znajdziemy definicji groźby, choć jest ona przecież przy analizie przepisu bardzo ważna.  Trzeba zatem posłużyć się komentarzem. Profesor Warylewski w swojej pracy wyraża pogląd, iż groźba jest oddziaływaniem na psychikę innej osoby przez zapowiedzenie zła, które spotka zagrożonego ze strony grożącego lub innej osoby, na której zachowanie grożący ma wpływ.  Zazwyczaj takie działanie ma pokrzywdzonego nakłonić do określonego zachowania, są też jednak takie przypadki, że grożący ma na celu wyłączne wywołanie strachu u zagrożonego.

Sposób, w jaki groźba zostanie wyrażona nie ma w świetle prawa najmniejszego znaczenia.  Może ona bowiem być wyraźna (czyli ewidentna już na pierwszy rzut oka) albo dorozumiana.  Oznacza to, że grozić można zarówno słowem, jak i innym zachowaniem, które ma być zrozumiane właśnie jako groźba.  W jednym z wyroków Sąd  Najwyższy zauważył, że groźba wyrażona jest nie tylko słowami, ale też gestem, wyrazem twarzy lub „ w ogóle zachowaniem się grożącego, byle tylko w sposób zrozumiały dla pokrzywdzonego dawała im poznać swoją treść.”

W przypadku samej groźby, ważne jest odróżnianie jej od ostrzeżenia.  Podstawa wyodrębnienia tych dwóch pojęć tkwi w motywacji sprawcy. Jeżeli w przypadku groźby, motywacja ta jest negatywna (sprawca przecież chce zazwyczaj zastraszyć zagrożonego) to przy ostrzeżeniu jego zamiary mają charakter raczej pozytywny (ostrzegający, chce uchronić ostrzeżonego przed złem).

Pamiętać należy, że pod rzekomym ostrzeżeniem często ukrywa się zakamuflowana groźba.  Zdarza się to zazwyczaj w przypadkach, gdy  ktoś ostrzegą drugą osobę przed swoim własnym zachowaniem, które ma zamiar zrealizować.  Od takiego ujmowania sprawy zdarzają się jednak wyjątki .  Jednym z nich jest na przykład sytuacja, w której mąż grozi niewiernej żonie, że jeśli jeszcze raz ja przyłapie na zdradzie, to się z nią „policzy”.  W takim przypadku mamy do czynienia z ostrzeżeniem – motywem działania jest przecież miłość do żony a celem ratowanie małżeństwa.

„Słabym punktem” przestępstwa groźby okazuje się konieczność wywołania u pokrzywdzonego realnej obawy przed spełnieniem gróźb. Jest to kwestia bardzo niekonkretna, trudno  bowiem udowodnić rzeczywisty strach zagrożonego.  Wskazówką, dotyczącego tego aspektu przestępstwa jest zastanowienie się, czy przeciętny człowiek o porównywalnych do ofiary cechach osobowości, psychiki, intelektu i umysłowości, w porównywalnych warunkach uznałby tę groźbę za realną i wzbudzającą obawę.


Autorem jest Jakub Hudský, student prawa na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. 


Jeśli padłeś ofiarą groźby karalnej, albo ktoś Ci ją niesłusznie zarzuca – skontaktuj się z nami!